To też się zdarza. Zachorowałam. Dorośli raczej nie chcą chorować.

Musiałam o tym poinformowac w pracy. Oczywiście był wielki lament. Wiele planów wzięło w łeb. Byłam pod presją. Rozumiem. Dawałam niesmiałe sygnały, że źle się czuję, że nie wystarczy, że wezmę sie w garść. Szefowa prosi – może jednak, bo wiesz, nie ma komu, nie ma jak, terminy sie walą. Ustąpiłam. Powiedziałam – zobaczymy.

Czas mija, mojego samopoczucia to nie obchodzi. Poprawa niewielka. Dzwonię – nie dam rady. Słyszę – Nie możesz mi tego zrobić.

Rozumiecie, poziom próżności idzie w górę, jestem niezastąpiona. Nie wiem jak sie wywinąć.

W pierwszym odruchu zaczęłam konstruować w głowie plan: Poproszę przyjaciółkę, niech mnie zastąpi w kontakcie. Ustalimy co powie. W tym wypadku nie będzie dyskusji. Prawda, jakie proste?

Ale po chwili myślę sobie: I co? Chcesz kogoś wciągać w intrygę? Czy to jest dorosłe? Jeszcze nie ten czas. Jest to wyjście awaryjne. Trochę bardziej dorośle będzie przejąć inicjatywę. Podać czas potrzebny na rekonwalescencję. Ustalić termin. Zadzwonić. Poinformować. Kropka.

Zatem do dzieła.

Advertisements