Wczoraj moja bratanica, lat 16, zabalowała. Miała wrócić do domu około 19 i jej nie było. Matka chciała się z nią skontaktować, ale ta miała wyłączony telefon. W końcu mamie udało sie dodzwonić do koleżanki córki. Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty wracać. Znacie to – Ojej, nie przesadzaj, zaraz wrócę.

Ta sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy, aż młoda dotarła do domu na lekkim gazie po 22. Dramat polega nie tylko na eksperymentach dorastania. Rok temu w tragicznym wypadku zginął jej ojciec a smarkata się nie odzywa i wyłącza telefon! Kiedy poszła spać podbuntowałam matkę. Za bardzo jej popuszcza.

Dziś rano aż mnie korciło, żeby być przy tym, jak ją opieprza. Jednak udało mi się powstrzymać. Ten wstyd niczemu nie służy, a poza tym nikt mnie nie prosił. Choć to takie miłe wetknąć swoje trzy grosze i dołożyć smarkuli.

Po wszystkim przyszła z mamą, żeby mnie przeprosić. Wtedy miałam swoje pięć minut, a właściwie dwa zdania.

Dorosłość w tym wypadku polegała na powstrzymaniu “mendzenia”. Pamiętam, że moja matka zawsze dużo gadała. Ojciec miał występ krótki, ale kurcze, zawsze skuteczny. 

 

Advertisements