Od pewnego czasu czytając artykuły mam mieszane uczucia. Podane treści są interesujące i ważne. Wierzę, że można je przełożyć na codzienną praktykę i będą skuteczne.

Mój niepokój wynika ze zmniejszającej się liczby wpisów i, być może się mylę, ale podejrzewam, że wiele kobiet dochodzi do ściany. To trochę tak, jakby ktoś pewnego dnia postanowił, że będzie biegać. Ogłasza to światu i słyszy: „Świetnie! Jutro mamy bieg na 10 kilometrów. Możesz się do nas przyłączyć.”

Jaki będzie efekt. Niedoszły uczestnik znienawidzi bieganie. Jeśli jeszcze nie daj Bóg jest zawzięty, to może zejść na zawał nim skończy.

Pamiętam, jaka byłam rozgoryczona lata temu na wf. Biegaliśmy do parku. Wysiadałam już na początku ścieżki. Byłam w wieku pokwitania i niestety nabrałam masy. Bieg był dla mnie prawdziwą męką. Potrafiłam przebiec może ze sto metrów, a potem już chwytała mnie kolka. Nikt mi wtedy nie powiedział, że mogę zacząć trening od przygotowań, marszobiegów, że mogę nauczyć się biegać!

Z mojego doświadczenia wynika, że bez ustalenia diagnozy dla związku nie można dokonać  zmiany. Relacja ze sprawca przemocy, albo osobą uzależniona ma swoją specyficzna dynamikę.

Polecam książkę Patricii Ewans „Toksyczne słowa, słowna agresja w związkach.”

(…)” Terapeuta może nie być świadomy tego, że w danym związku ma miejsce agresja. Często maltretowana partnerka boi się przyznać, że jest ofiarą przemocy. (…) Zdarzały się także kobiety, które mimo, że były bite przez partnerów, nie zdawały sobie sprawy z tego, że w ich związku jest przemoc fizyczna! Wydawało im się, że terapia pomoże im zrozumieć, co jest nie „tak”, i to zmienić – a wówczas nie będą już więcej bite.”

Problemem oczywiście jest przemoc. Ta osoba, której bardziej zależy, jest w stanie szybko wybaczać. Niestety nie rozpoznaje swoich granic.  Język miłości może siać w takim związku zniszczenie.

Ta miłość jest naprawdę tylko dla dorosłych!

Advertisements