Mam za dużo czasu?

Nieustannie błąka mi się po głowie myśl o życiu, sensie życia. Tak, zdecydowanie mam za dużo czasu. Gdybym była utrudzona każdym dniem, skołowana sprawami pilnymi i koniecznymi, na wczoraj, umęczona wysiłkiem fizycznym, kiedy ciało domaga się tylko jednego – spać! – nie myślałabym o życiu, jego naturze, sensie, dobru, złu.

W związku z tym, że jest jak jest – myślę. To, co dało mi ostatnio energię i pozwala budzić się z chęcią, to ciekawość. 

W głowie utkwiło gdzieś przeczytane zdanie na temat życia: “Traktuj życie jako lekcję.”

To podejście nieoczekiwanie do mnie przemówiło, zachciało mi się żyć, ponownie się obserwować i chcieć dowiedzieć na swój temat, wszystkiego co możliwe.

W ten sposób odkryłam wczoraj, że kontakt z pewną urzędniczką wyzwala we mnie nieoczekiwaną agresywną część. Pani zachowuje się nienagannie. Podchodzi bez ostentacji, pyta w czym może pomóc. Kiedy słyszy, że chcę by usługa była bezpłatna, zgadza się pod warunkiem, że podam podstawę prawną. Wyciągam telefon, by dzwonić, natychmiast informuje, że mogę rozmawiać na korytarzu. A ja na to: “Słyszę, rozumiem, co pani do mnie mówi.” I wychodzę. A w środku czuję, jak narasta we mnie fala irytacji, napięcia, 

O co mi chodzi? Czego się czepiam? Jest coś w tym kontakcie nienazwanego, jej woskowata twarz, powolność w ruchach, głos bez wyrazu, a jednocześnie natarczywość, absolutna obojętność, cholera – aleksytymia?

Całą sobą mówi: “Nie pomogę Ci!”, jest jak głaz, jak obrazek na ścianie.

Czego się czepiam, o co mi chodzi, skąd we mnie uruchamiająca się agresja?

Na korytarzu dodzwoniłam się pod numer, gdzie, jak się okazało, wprowadzono mnie w błąd.

Natychmiast pomyślałam sobie: “W życiu jej tego nie powiem!”. Obsługiwała mnie inna pani. Tamta siedziała obok. Jeszcze przez chwilę się ze sobą mocowałam i w końcu się poddałam. Powiedziałam o pomyłce. 

Moja lekcja?

Skąd ta agresywność? Co wypieram?, Czego w sobie nie mogę pomieścić? 

Advertisements