On miał 16 lat a ja 27. Miał na imię Zbyszek. Dowiedziałam się, że stracił ojca. Czułam się kompletnie bezradna. Nie miałam pojęcia, jak się zachować, co powiedzieć, co robić. Miałam wówczas oboje rodziców i nigdy nie dotknęła mnie znacząca strata. Jedynym pomysłem jaki wówczas przychodził mi do głowy było  udawanie, że nic się nie stało. Dzieliła nas epoka lodowcowa. Musiało upłynąć jeszcze 13 lat. Wtedy zmarła moja matka. Pamiętam, że gdy się spotkaliśmy w tym czasie, powiedziałam mu, że dopiero teraz jestem w stanie pojąć, co mógł przeżywać w tamte dni.
Kiedy dotyka Cię śmierć Twojego rodzica, to tak jakbyś doświadczyła inicjacji. Wchodzisz do kręgu ludzi, którzy już wiedzą i nie boją się spotkać z tajemnicą. Zostajesz dopuszczona do świata, w którym ludzie potrafią z Tobą rozmawiać, znajdują odpowiednie słowa. Ty też niespodzianie wiesz, jak o tym mówić, jeśli oczywiście ktoś chce Ciebie słuchać. Wiesz, jak o tym opowiadać, nie boisz się swojego bólu i przerażenia. Zresztą słowa są proste, nie trzeba wiele tłumaczyć. Wystarczy opowiedzieć o tym, co się działo.
Wtedy widzisz, jak świat rozdziela sie na ludzi, którzy potrafią Ci współczuć, albo na tych, którzy pozostają obojętni. Pojawiają się również okrutni, być może jak Ty sama, kiedy jeszcze nie dotknęłaś tej tajemnicy. Nie potępiaj ich. Oni się ciągle boją.

 

Advertisements