Umrzeć, proszę bardzo. Każdy kiedyś musi odejść. Nie godząc się na śmierć własna, czy bliskich fundujemy sobie cierpienie. Niektórzy mają tak do końca życia.

Zatem, kiedy śmierć jest naturalnym procesem, wszystko O.K.

A jeśli nie jest? Jeśli jest kaprysem strażnika życia, zegarmistrza światła? Anioła Śmierci. Wisi sobie taki w niebiańskiej przestrzeni i mówi niesłyszącym głosem;”Dzisiaj twoja kolej.” Przestawia sobie ludzi jak chce, używa ich do swoich niecnych celów. Nie pozwoli umrzeć w sposób naturalny, tylko bawi się istotami poruszającymi się na ziemi.

Wczoraj rozpoczęłam remont. Musiałam opuścić mieszkanie. Fachowcy pomagali mi usunąć to, co konieczne. W ostatniej chwili chwyciłam klatkę z kanarkiem i postawiłam na korytarzu. Czułam presję. Na szczęście dzień był ciepły, nietypowy jak na październik. Ciepło, 17 stopni Celsjusza. Ktoś nagle zapytał: “Pomóc pani coś zanieść do samochodu?” i chwycił kanarka. Zaniósł ptaszka na przednie siedzenie. Wiem, że też miał kanarki. Przez myśl mi przeszło, że chyba wie, co robi.

Dotarłam do miejsca przeznaczenia. Nawet nie myślałam, że coś wisi w powietrzu. Kiedyś już powędrowałam z moim ptaszkiem zimą do rodzinki i poradziliśmy sobie. Teraz spokojnie znalazłam miejsce na klatkę i poszłam do swoich zajęć.

Po jakimś czasie zauważyłam, że mój Pirat ma czkawkę. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Pomyślałam, że poobserwuję. Po dwóch godzinach objawy nie ustępowały. zadzwoniłam do znajomego, a on na to, że pewnie zwierzątko się wychłodziło.

Zaczęłam ogrzewać, chuchać, przytulać, uspokajać. Trzymałam tak i ogrzewałam go kilka godzin.

Niestety. Śmierć nadeszła o 20.30. Serduszko nie wytrzymało.

Czuję się wykorzystana. jestem rozżalona i zła.

Zapomniałam o pudełku

Advertisements